wtorek, 26 lipca 2016

Be Glossy: Lipiec

Witajcie!
W tej notce chciałabym napisać o kolejnym pudełku Be Glossy ponieważ bardzo na Niego czekałam i nie mogłam się Go doczekać. Sądzę, że naprawdę warto było  i już biorę za przedstawianie co tym razem znalazło się w uroczym różowym pudełku.
Pierwsze co chwyciłam w dłoń to suchy szampon.





Oni mi ostatnio czytają chyba w myślach. Od dłuższego czasu przymierzałam się do zakupu szamponu z powodu wakacji. Czasem brakuje mi czasu aby odświeżyć swoje włosy i stwierdziłam, że raczej nie ominie mnie zainwestowanie właśnie w suchy szampon, który zapewne uratuje mnie niejednokrotnie... Ale zanim wzięłam się i poszłam do miasta, Be Glossy pomyślało o mnie i przysłało. Jeszcze go nie testowałam ale wezmę Go ze sobą do Trójmiasta!
 

Tutaj mamy krem do twarzy z kwasem laktobionowym. Jeszcze go nie stosowałam bo nie czułam potrzeby. Póki co leży na półce w łazience i czeka na swoją kolej.


Maluteńkie próbki kremu do rąk i balsamu do stóp. Póki co użyłam tylko ten do stóp i szału nie zrobiło.



To od razu wylądowało w torebce. Uważam, że taki żel to totalny must have. Higiena przede wszystkim a zwłaszcza przy półrocznym dziecku.



Masło do ciała.




Nie korzystałam, nie wypowiem się. Czeka.


Nie maluję paznokci w chwili obecnej, połamały mi się :'D.









Ten miesiąc mi się bardzo podobał! Liczę na więcej takich!


poniedziałek, 11 lipca 2016

Wrocław

Witajcie!
Tak życie sobie upływa a u Nas ta sama bida aby z tą różnicą, że od czasu do czasu gdzieś sobie wybędziemy. Tym razem postanowiliśmy drugi raz wpaść na chwilkę do Wrocławia. Pierwszy raz wjechałam do centrum próbując ogarnąć wrocławskie drogi. Jeśli ktoś kiedyś powie coś niemiłego na moje małe miasto to walnę w łeb. Bałagan jaki panuje w tym dużym mieście jest nie do opisania, każdy jeździ jak mu się podoba. Kierowcy zmieniają pasy jak im leży, wszyscy poddenerwowani a parking pod Halą Stulecia to czysty CHAOS. Wiele razy miałam ochotę wcisnąć pedał hamulca i stanąć na środku bo foch. Na szczęście tego nie zrobiłam, głębokie wdechy i posuwałam się dalej do przodu. Bardzo się cieszę, że w nikogo się przypadkiem nie wryłam (wciąż jestem świeżym kierowcą) a tym bardziej się cieszę, że nikt nie wrył się we mnie bo jednak widząc jakie slalomy się tam odwalają to bardzo się bałam, że zabraknie mi refleksu.
Akurat nie wiedząc nic na ten temat, trafiliśmy na Food Trucki (nie znam przyczyny). Zeżarłam pysznego Hamburgera z szarpaną mozarellą, pesto chyba ziołowym, nie pamiętam co tam jeszcze było a zanim się ogarnęłam by zrobić zdjęcie, już zjadłam.











 Zaliczyliśmy Ogród Japoński.
A później... Coś na odstresowanie drogą.




Dla mnie talerz Rafaello. Nie wcisnęłam całego i bardzo żałuję. Niebo w gębie.
A dla mojego, puchar Singapur!
A dzień przed wypadem do Wrocławia, udało Nam się skoczyć do kina do Kalisza na film "Iluzja 2". Wyszliśmy z kina równie zadowoleni jak po "Obecność 2".

Ach, lubię takie filmy. Za każdym razem sobie przypominam dlaczego wolę tracić kasę na bilety do kina i Giga Popcorn niż czekać aż coś się pojawi na CDA. Nic nie ujawnię, kto chce ten obejrzy :).

A póki co, już się pożegnam. Mam jedną notkę w zanadrzu ale jeszcze czekam za jedną przesyłką więc do rychłego napisania! ;)


poniedziałek, 4 lipca 2016

Monster High

 Cześć!
 
W czerwcu udało mi się zakupić planowane lalki mimo, że akurat zniknęły z aukcji, które obserwowałam. Na szczęście dość szybko znalazłam je gdzieś indziej i w przeciągu tygodnia już wylądowały u mnie!

Pierwsza to prezent od mojego chłopaka, mimo że nie raz słyszałam, że więcej mi już nie kupi.

Cleo de Nile


 Cleo miała zostać kupiona razem z Deuce ale niestety, nie wyrobiłam finansowo. Za bardzo poszalałam.W lipcu też chyba nie kupię ale jeszcze się zobaczy. Baaaardzo się bałam, że nie uda mi się dostać Cleo w dobrym stanie ze wszystkimi dodatkami. Mocno przetrzepywałam olx i często zajmowało mi to długie godziny. Znalazłam dwie oferty w miarę satysfakcjonujące i wybrałam jedną z Nich. Była w rozsądnej cenie oczywiście, tych nierozsądnych było dość sporo. Czekałam i bardzo się bałam o stan stawów, włosów. Jak dotarła to serduszko biło jak szalone. Rozpakowałam ją i oniemiałam. Piękna, piękna! Włosy nie są tłuste, stawy sztywne, dodatki są wszystkie. Nawet grzywka nie była ruszana. Coś pięknego. Jestem tak zadowolona, że uściskałabym sprzedającego. Jak za te pieniądze, cudo!

Kolejna to lalka, która spędzała mi sen z powiek. Na aukcjach zazwyczaj były straszydła z włosami na wszystkie strony albo bez dodatków. Włosy zawsze da się uklepać ale zależało mi by jednak były w dobrym stanie. Znalazłam również dwie aukcje, długo się zastanawiałam którą wybrać. Jedna fajna okazja uciekła mi sprzed nosa, załamałam się i poczułam, że mam kryzys lalkowy. Podniosłam się po tygodniu i zamówiłam ją... 

Spectra Vondergeist



Doszła, fajnie. Niestety, była dość brudna na twarzy. Brakuje jej w jednym miejscu koloru na ustach i brwi. Trochę serduszko mi pękło. Brud z twarzy dało się zmyć. Wacik i płyn do demakijażu sobie poradził. Natomiast włosy? Idealne. Mam manię rozczesywania włosów nowo przybyłym lalkom. W ręce są mieciutkie a rozczesywać nie było co bo już były gładkie i proste. Mimo, że ma małe braki w makijażu to bardzo się z Niej cieszę. Zrobiłam jej i Frankie małą sesję zdjęciową!
Niestety telefonem bo w tym momencie aparat mi padł ale dodając filtr wyszło fajnie!






Nie pytajcie co autor miał na myśli bo nie mam pojęcia.

Trzecia lalka, kompletnie nieplanowana całkowicie mnie rozwaliła swoją wyjątkowością.

Casta Fierce



Wpadła w rączki pod wpływem chwili i nie żałuję. Jest śliczna. Jest w stanie idealnym, kupiłam z drugiej ręki ale od kolekcjonerki więc nie bałam się o nic. Mam wszystko do Niej i aż nie wiem co powiedzieć. Spodziewałam się ideału i mam ideał. Nic dodać, nic ująć.


Na tym zdjęciu brakuje Casty ale co jakiś czas uwielbiam po prostu je czesać.
Mam małego świra.


Na koniec, zdjęcie mojego ryła.




To by było na tyle.
Pozdrawiam Was i trzymajcie się cieplutko!

środa, 22 czerwca 2016

Be Glossy: Czerwiec

Hejka!

Dość szybko doszła do mnie paczuszka z Be Glossy i byłam ciekawa czy ta również będzie strzałem w kolano. Po otwarciu uroczego kartonika (kolejny <3) moim oczom ukazała się maska do włosów z Syossa, którą już dobrze znam i testowałam nie raz:




Zawsze byłam zadowolona z produktów tej firmy i tak było i tym razem. Ucieszyłam się bardzo bo akurat zabrakło mi jakiegoś wzmacniacza i tu jestem bardzo zadowolona.

Następne produkty są mi już kompletnie nieznane jeśli chodzi o firmę.



To róż. W sumie tutaj też się ucieszyłam bo od dawna mam zamiar w ten produkt zainwestować ale kompletnie nie wiem, który odcień jest tym moim. Oczywiście produkt jest maleńki więc też już nie bardzo wiem jak się za Niego zabrać. Nie umiem w róże.

A tutaj mamy ściereczkę do demakijażu, który podobno wystarczy zwilżyć by pozbyć się makijażu. Jeszcze nie testowałam bo trochę szkoda mi jej i tego puchu ale prędzej czy później wypróbuję.



 
Następnie mamy tutaj ampułki, które podobno uprawiają magię. Jeden redukuje obrzęki i cienie pod oczami a drugi  nawilża i regeneruje skórę. Najbardziej jestem ciekawa tego pierwszego z tego względu, że mam mocno odznaczone cienie pod oczami i nierzadko powoduje, że wyglądam dość... chorowicie. Spodziewam się cudów, nie zawiedźcie mnie.






To jest... rozświetlający krem na dzień. Podobno niweluje oznaki zmęczenia. Jestem ZA bo od 5 miesięcy śpię zaledwie po parę godzin i to z przerwami.

Z tych 5 rzeczy, trzy to produkty pełne. Maska Syoss, ściereczka i ampułki. Zdecydowanie ten kartonik, a raczej Jego zawartość, jest lepszy pod względem wartości a także tego, że na pewno będę korzystać z Nich bo mnie ciekawią. Nie jestem bogata w kosmetyki więc jakaś nowa wiedza z pewnością mi się przyda.

W kartoniku znalazła się również karty rabatowe.




Było jeszcze na świeczuszki ale nie mogę znaleźć.

Więc jak widać, w tym miesiącu bardziej się postarali z zawartością i jestem usatysfakcjonowana :-).

To by było na tyle. Do napisania!

czwartek, 9 czerwca 2016

Wycieczka: Bugaj, Dobrzyca

Witajcie!
Jakiś czas temu wybraliśmy się po raz kolejny na wycieczkę zwiedzając Nasze okolice. Tym razem na cel obraliśmy Pałac w Bugaju. Ledwo przekroczyłam próg pięknego, odnowionego budynku już wiedziałam, że tam chciałabym by się odbyło moje wesele!

Spójrzcie tylko.













Piękne miejsce. Właściciele zadbali o to piękne miejsce i zachowali ducha historii. Jestem zauroczona.
Znalazłam na stronie Pałacu możliwość przejścia Wirtualnego Spaceru. Więc zapraszam! 

Następnie udaliśmy się w stronę Dobrzycy.






















Park, na którego terenie znajduje się Muzeum to coś pięknego. Warto na chwilę się zatrzymać i zwiedzić jeśli komuś nadarzy się taka okazja. Do Muzeum niestety wejść nie mogliśmy ale jakoś specjalnie za tym nie płakaliśmy.

Kolejne wycieczki jeszcze przed Nami. Gdzie? Tego jeszcze sami nie wiemy ale już się ich nie mogę doczekać :-).
Pozdrawiam Was gorąco!